Moja historia

Moja historia poświadcza tezę, iż życie bywa przewrotne. W dniu 27.10.1999 r. oddałem narządy ojca, który zmarł w wyniku pęknięcia tętniaka mózgu . Od taty pobrano nerki i serce {oraz najprawdopodobniej rogówki} – trzy osoby zostały uratowane. W 2004 r., dowiedziałem się, że sam jestem chory i potrzebuję organ z osoby, u której nastąpiła śmierć pnia mózgu tak jak u mojego taty i której funkcje życiowe utrzymują urządzenia medyczne.

Nikt nie spodziewał się tej śmierci. Ojciec miał dopiero 46 lat. Wszyscy naokoło wierzyli, że tata będzie żył, a mnie oddali worek z jego brudnymi rzeczami i zegarkiem który po pewnym czasie zatrzymał się. Lekarze pokazali wynik tomografii - białe plamy tam, gdzie mózg już umarł. Wiedziałem, że nic już nie da się zrobić. Lekarze, po paru dniach pobytu taty na oddziale intensywnej terapii, przeprowadzili ze mną rozmowę {oraz z moją mamą}. O oddaniu narządów – w tamtych latach - nic praktycznie nie było w mediach o transplantacji. Moja babcia nie wyraziła zgody na pobranie narządów jej syna ale po pewnym czasie przyznała mi rację po rozmowach z innymi ludźmi. Zgoda na oddanie narządów była dla mnie decyzją słuszną. Ja długo się nie zastanawiałem była to dla mnie zgoda na uratowanie czyjegoś życia. Jestem zawsze z tego dumny że mogłem w ten sposób komuś pomóc w powrocie do zdrowia rodziny i bardziej normalnego życia chodź dla mnie śmierć taty była straszną tragedią.

W 2004 roku będąc na urlopie wypoczynkowym nagle moje zdrowie uległo pogorszeniu – zrobiłem się bardzo żółty i po trzech miesiącach pobytu w szpitalach i domu lekarze postawili diagnozę - cierpię na śmiertelną chorobę – Pierwotne Twardniejące Zapalenie Dróg Żółciowych, które doprowadziło do marskości wątroby i nieswoistej choroby jelit Leśniowskiego – Crohna . Moje życie z dnia na dzień z powodu śmiertelnej choroby przewróciło się do góry nogami. Jedynym ratunkiem dla mnie był przeszczep wątroby, który udało mi się doczekać i przeżyć w dniu 08.07.2008 r. Moja wcześniejsza historia przed przeszczepem wyglądała tak: w 2006 roku zostałem zakwalifikowany do przeszczepu wątroby {tzn. pozostał mi ok. 1 rok życia } we Wrocławiu lecz przez częściowe zaprotezowanie dróg żółciowych, moja wydolność wątroby się poprawiła i znów mogłem wrócić do wykonywania swoich obowiązków służbowych. Przechodziłem również kwalifikację do przeszczepu w Katowicach ponieważ Wrocław w pewnym momencie zaczął przeszczepiać tylko nerki a mnie w Katowicach odrzucili. W Warszawie ponad pół roku później przeszedłem kwalifikację – była to długa droga aby dotrwać do przeszczepu ale dzięki wspaniałemu człowiekowi p. Profesorowi Bogdanowi Michałowiczowi dotrwałem. Staram się żyć normalnie, mam syna i żonę, lecz to życie nie jest tak naprawdę normalne.

Gdy moja żona była w 8 miesiącu ciąży u naszego synka Mikołaja zdiagnozowano obustronne wodonercze które w obecnej chwili się nie zmniejszyło nawet po stronie operowanej nerki tzn w trzecim miesiącu życia zostało on zoperowany w związku z cechami poszerzenia się prawego układu miedniczko - kielichowego .Nie potrafię przewidzieć co będzie następowało dalej ponieważ ta choroba jak i moja musi być obserwowana i diagnozowana przez poradnie medyczne.

Mimo tych przeciwności losu uczestniczę w akcjach wspierania oddawaniu narządów do transplantacji poprzez wystąpienie w cyklu programów emitowanych w TVP „ Życie po przeszczepie”, oraz opowiadanie w innych mediach (prasie) mojej historii, która mam nadzieję uświadomi wielu ludziom, którzy wahają się czy oddanie narządów swoich i swoich najbliższych jest słuszne, iż każdy z nas może kiedyś znaleźć się na liście oczekujących na przeszczep .Zostały również nagrane dwa filmy przez reporterów telewizji PULS.

W ciągu roku moje życie się zmieniło na lepsze chodź strasznie się boje o przeżycie po przeszczepie jak też o ewentualny odrzut.

Wiedząc że jestem ciężko chory podjęliśmy decyzje z żona o zaszczepieniu jej przeciwko rakowi szyjki macicy ponieważ gdy taka szczepionka się pojawiła na rynku daje kobietom większą szansę zabezpieczenia przed śmiertelna chorobą jaką jest rak – niestety moje życie chodź otrzymałem dar {wątrobę} jest w dalszym ciągu skrócone niż przeciętnego „Kowalskiego” chodź wierzę i chciałbym żyć jeszcze 100 lat.

Bardzo dużo energii w moje życie wniosło spotkania z innymi rodzinami dawców – jak na razie jestem rodziną która najdawniej podjęła tą bardzo słuszną decyzję. Uczestnicząc w pierwszym spotkaniu Rodzin Dawców w Domaniewicach jadąc tam autostradą z żoną i płaczącym moim synkiem czułem że jadę tam jak do rodziny i tak w dalszym ciągu czuję że wszystkie te osoby są moją taką dalszą rodziną. Spotykamy się również prywatnie to bardzo miłe spotkania i dają mi wiele radości.

Dla kogoś kto niedawno stracił swoją najbliższą osobę są to spotkania które dają tym osobą wiele wiary w tak ciężkich dla nich chwilach. Śmierć kogoś najbliższego doprowadza do zamykania się w sobie -przynajmniej u mnie tak było i gdybym wcześniej znał osoby które postąpiły tak jak ja kiedyś na pewno bym szybciej wrócił do prowadzenia normalnego życia – wtedy zająłem się pracą a przecież ona nie jest najważniejsza tylko daje poczucie bezpieczeństwa.

Dziękuję teraz że doczekałem przeszczepu i dzięki podobnej decyzji jak kiedyś moja i innych rodzin dawców żyję, mogę widzieć i wychowywać syna wraz z żoną po prostu zwyczajnie kochać i obserwować świat ludzi i najbliższych.

Dziękuję za uratowanie mi życia wszystkim ludziom którzy się do tego przyczynili w szpitalu na ul Banacha jak również w Instytucie Transplantologii przy ul Lindleya w Warszawie.

e-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Pozdrawiam i Dziękuję

Paweł Tarnowski wraz z żoną Marzeną i synkiem Mikołajem.


 

Portale tematyczne:

federacjapacjentow
przeszczeprodzinny
przeszczepienie